Riftbound: Czy Właśnie Rodzi Się Nowy GIGANT TCG?

Riftbound: Czy Właśnie Rodzi Się Nowy GIGANT TCG?

Rynek kolekcjonerskich gier karcianych (TCG) przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans. Choć letnie miesiące zazwyczaj kojarzą się z sezonowym przestojem w branży, brakiem głośnych premier i większych wydarzeń, tegoroczne lato przyniosło bardzo ciekawy zwrot akcji. Nastąpił wyraźny krok w zmianie sentymentu wokół gry, która pomimo swojego niezwykle młodego wieku posiada gigantyczny potencjał rynkowy. Mowa o Riftbound TCG – nowej grze karcianej opartej na kultowym uniwersum League of Legends stworzonym przez studio Riot Games. Jak ten tytuł, znany wcześniej pod roboczą nazwą Project K, przeszedł drogę od nieoficjalnych turniejów z kartami typu „proxy” do globalnego fenomenu z kartami wartymi tysiące euro? Przyjrzyjmy się bliżej tej dynamicznie rozwijającej się grze, jej spekulacyjnemu rynkowi wtórnemu oraz perspektywom na przyszłość.

Riftbound: Czy Właśnie Rodzi Się Nowy GIGANT TCG?

Początki Riftbound: Droga od „Project K” do oficjalnej premiery

Zanim oficjalnie ogłoszono ostateczną nazwę gry, rozwijała się ona jako tajemniczy Project K. Pierwotnie gra miała być produktem dedykowanym głównie na rynek azjatycki, skupiającym się na fanach uniwersum League of Legends. Ogłoszenie prac nad tym tytułem wywołało jednak lawinowe i nieporównywalnie większe zainteresowanie na całym Zachodzie.

W Polsce ekscytacja była tak duża, że gracze nie chcieli czekać na oficjalny debiut. W Warszawie zaczęły powstawać pierwsze turnieje oparte na Project K. Choć były one całkowicie niesankcjonowane (gra przecież formalnie jeszcze nie istniała), drukowane demo deeki na tak zwanych „proxach” (kartach zastępczych) przyciągały tłumy ludzi, którzy chcieli wspólnie budować społeczność wokół tego tytułu. To oddolne zaangażowanie pokazało, jak ogromny głód nowości panował na rynku.

Kryzys premierowy i walka o set Origins – lekcja dla rynku

Oficjalna premiera Riftbound, która odbyła się w październiku zeszłego roku, zbiegła się z gigantycznym boomem na rynku TCG. Ogromne zainteresowanie graczy doprowadziło jednak do natychmiastowego kryzysu dostępności pierwszego dodatku zatytułowanego Origins oraz powiązanego z nim zestawu Proving Grounds.

Sklepy modelujące swoje zamówienia na podstawie zachowań graczy mainstreamowych tytułów (takich jak Pokémon czy Magic: The Gathering), złożyły zbyt zachowawcze zamówienia. W rezultacie duże sklepy dysponujące pokaźną bazą graczy otrzymywały alokacje rzędu zaledwie kilkudziesięciu boksów. Zwykła matematyka rynkowa była bezlitosna – w dużych miastach po otwarciu wszystkich boksów przeznaczonych na dany sklep w obiegu pojawiały się zaledwie np. dwa pełne zestawy (playsety) najrzadszych kart typu mythic.

Dramatyczny brak towaru doprowadził do gwałtownego wzrostu cen na rynku wtórnym. Boksy Origins w okolicach premierowych osiągały ceny dochodzące do 1200 złotych (około 300 EUR na zagranicznych platformach). Sklepy były zmuszone limitować liczbę boosterów, które mógł zakupić jeden gracz, a ceny pojedynczych kart w przedsprzedaży okazały się mocno niedoszacowane. Na szczęście dziś, gdy jesteśmy już po premierze czwartego dodatku – Vendetta – sytuacja uległa poprawie. Wydawca przeprowadził wiele fal reprintowych, dzięki czemu Origins oraz inne dodatki można obecnie kupić w sugerowanych cenach detalicznych (MSRP), o ile gracze wykażą się odpowiednią czujnością.

Trudne zasady kontra esportowy potencjał Riot Games

Mimo opanowania kryzysu z dostępnością towaru, Riftbound jako roczna gra wciąż musi uregulować kilka kwestii związanych z samą rozgrywką. Największym wyzwaniem dla nowych graczy pozostają bardzo skomplikowane i zawiłe zasady opisane na kartach. Nawet osoby posiadające ponad dwudziestoletnie doświadczenie w grach karcianych przyznają, że poziom niuansowości i zrozumienia tego, co dzieje się np. w fazie walki (combat), stanowi duże wyzwanie. Pierwsze sety były projektowane zanim twórcy zebrali feedback od graczy, stąd potrzeba ciągłego poprawiania zasad.

Fani są jednak spokojni o przyszłość, ponieważ za grą stoi Riot Games – firma, która doskonale rozumie zasady rywalizacji esportowej (competitive play). Riot potrafi zbudować system turniejowy, w którym gracze otrzymują nagrody adekwatnie do swojego zaangażowania i osiąganych wyników. Podobną strategią posłużyło się Flesh and Blood (FAB), aby przyciągnąć graczy z innych systemów. Riftbound posiada jednak ogromną przewagę – oprócz twardego rdzenia graczy turniejowych, przyciąga miliony casualowych fanów samego League of Legends. Połączenie wielkich eventów, atrakcyjnych nagród i gigantycznego uniwersum może sprawić, że Riftbound stanie się docelowo rywalizacyjną karcianką numer jeden na świecie.

Szał spekulacyjny: Teemo GG, Arcane Box i karty Overnumbered

Ostatnie miesiące przyniosły potężny wzrost zainteresowania grą poza środowiskiem stricte turniejowym. Przyczyną był turniej Mid Season Invitational (MSI), podczas którego Riot Games zorganizowało wielką promocję Riftbound. Zapowiedziano m.in. kolekcjonerskie karty z motywem skórek mistrzowskiej drużyny T1. Wydarzenie to ściągnęło do gry nie tylko graczy, ale również rzeszę spekulantów, inwestorów i flipperów.

Doprowadziło to do astronomicznych wycen niektórych kart kolekcjonerskich. Doskonaim przykładem jest Teemo GG z pierwszych zestawów promocyjnych Nexus Packs, którego ceny na rynku wtórnym sięgają obecnie niebotycznych kwot rzędu 5000 do 6000 euro.

Równie spektakularne wzrosty odnotowały karty typu Overnumbered – unikalne, numerowane warianty kolekcjonerskie z alternatywnymi grafikami, które mechanicznie nie różnią się niczym od swoich zwykłych odpowiedników. Świetnym przykładem spekulacji była postać Jinx. W pierwszych tygodniach Jinx była uważana za postać całkowicie niegrywalną, przez co zainteresowanie jej wersją Overnumbered było minimalne, a ceny wyjątkowo niskie. Po MSI i nagłym wybuchu mody na kolekcjonowanie Riftbound, ceny wszystkich kart Overnumbered wzrosły o 200% do 250% w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Podobny rajd cenowy zaliczyły Arcane Boxes – limitowane produkty stylizowane na serial Netflixa Arcane.

Czy warto inwestować w Riftbound po pierwszym roku?

Obecna gorączka spekulacyjna wokół rzadkich kart wymaga od kolekcjonerów ogromnej ostrożności, szczególnie przy zakupach kart w wysokich ocenach gradingowych (slabach) na cenowych szczytach. Niemniej jednak, Riftbound to gra mająca dopiero rok, co stwarza doskonałe perspektywy dla osób myślących długoterminowo.

Zakup oryginalnych boksów z pierwszych dodatków do własnej kolekcji wydaje się racjonalnym posunięciem dla każdego, kto wierzy, że Riot Games rozwinie ten tytuł w globalną markę. Za kilka lat, gdy pula graczy drastycznie wzrośnie, dostęp do pierwszych edycji Origins będzie niezwykle trudny. Oczywiście, rynek TCG zna przypadki świetnych gier na licencjach takich jak Władca Pierścieni czy Harry Potter, które ostatecznie nie przetrwały próby czasu. Jednak stabilne zaplecze Riot Games sprawia, że w tym przypadku stosunek potencjalnego zysku do ryzyka prezentuje się niezwykle atrakcyjnie. W świecie TCG czas to w końcu najważniejsza, sekretna przyprawa budująca wartość kolekcji.

Dołącz do społeczności – nauka gry i turnieje Nexus Nights w Warszawie

Jeśli chcesz wejść w świat Riftbound, nie musisz od razu inwestować tysięcy euro w rzadkie karty. Najlepszą drogą jest poznanie gry od strony praktycznej i dołączenie do społeczności.

Serdecznie zapraszamy do nas do sklepu w Warszawie na naukę gry w Riftbound od podstaw. Pomożemy Ci szybko opanować zawiłości fazy walki i mechanik turniejowych. Po opanowaniu podstaw zapraszamy do wzięcia udziału w naszych cotygodniowych rozgrywkach w ramach Nexus Nights. To idealne miejsce, aby poczuć prawdziwe rywalizacyjne emocje, zdobyć unikalne karty promocyjne, wymienić się singlami i poznać świetną ekipę dzielącą Twoją pasję. Do zobaczenia przy stołach!


Back to blog